2010-03-22 00:07

Wiosna zapukała do drzwi i wyszłam na powietrze.
Wyszłam z domu, wyszłam do ogrodu, radości moich letnich dni.
Przekroczyłam próg zimy i otworzyłam drzwi słońcu nadchodzącej wiosny ...nowego życia?
Wczorajsze doły, swoich smutków, zakopałam w ziemi głęboko a w zasadzie wykopywałam dużo kłaczy, które latem strasznie mnie drażnią.
Rosną z nich pnącza i niby nawet ładnie kwitną ale skubane potrafią wyniszczyć roślinę. Zamotają, zakręcą łodygi i kwiaty, zaduszą, zamęczą przygniatając kapeluszem pooplatanych nici.
Powiecie pewnie, że to jakieś memłania o kwiatkach…
Tak, te kwiatki z mojego ogrodu są podobne jak ludzie z mojego życia.
Taki powój co ciągnie kruche korzenie pod ziemią i wije się niepozornie nad ziemią, występuje w moim życiu też i znam jego skutki. Taka powolna śmierć, perfidne zabijanie jakby ktoś chciał się pobawić jak kot myszką.
Tak było długie lata, taką miałam "koleżankę" w pracy, swoją bezpośrednią przełożoną, której kandydaturę sama poparłam … w domu sąsiadkę. Bliska znajomość, która zna problemy i zmagania życia codziennego, taka osoba, która niby stara się pomóc a tak naprawdę wbija szpilki skutecznie raniąc głęboko.
Jak ten polny powój omotała moje życie. Jeden wielki koszmar ukryty w grzeczności i pozornej dobroci, niby serdeczności. Miła, słodka trucizna i nawet nie ma się do czego przyczepić, niby wszystko ok. a jednak dusi i zabija.
Bezlitośnie go wyrywam, nie zwiedzie mnie jego delikatna łodyżka i słodkie kwiatki otwierające swoje kielichy jak wyciągnięte ręce. Tylko to nie ręce do pomocy a sidła łapiące się ofiary.
W ziemi rozciąga swoje wici jak pajęczynę wpleciona w korzenie innych, spokojnie rosnących w miejscu. Te korzonki są kruche i łamliwe a z każdego urwanego końca rośnie następny powój, następna nitka. Plecie się po moich różach, niewinnie oplata łodygi i kwiaty.
Znam doskonale takie niewinne osoby, słodkie słówka i uśmieszki. Takich ludzi boje się najbardziej i omijam szerokim łukiem.
Długo się zastanawiałam, co wzbudza w ludziach taką zawiść, którą tak perfidnie atakują.
Nic im nie zagraża ze strony ofiary, jak te róże, które przecież nic nie robią powojowi, nie są dla niego konkurencją ani zagrożeniem a jednak atakuje.
Zawiść, najgorsza z możliwych broni.
Tego ataku nikt się nie spodziewa, nie ma nazwy, nie ma zasad, nawet nie ma jawnej walki.
Rani dotkliwie bez szans na obronę, jedynym ratunkiem jest ucieczka, nie znam innej drogi. W ogrodzie wyrywam od lat powoje wijące się po różach i żywopłocie. Wyrywam, wykopuje a one ciągle są, ciągle się wiją.
Nic to…mój życiowy powój mnie nie zadusił na szczęście, wyrwałam się i wyrwałam go z korzeniami znaczy z kłączami a teren wokół siebie polałam roundapem i tak sobie rosnę spokojnie oczekując wiosny, kiedy to puszczę zielone listki i rozkwitnę pełną gębą :)
W ogrodzie musiałam wyrwać trochę niezapominajek ale one też dadzą radę się odrodzić, jak nie w tym, to w przyszłym roku.
Dzisiaj za to odzyskałam dobry humor. Deszcz lał od wczoraj a ja uparcie w ogrodzie kopałam chwasty i sadziłam kwiatki, nawet nie wkurzyłam się o dziwo.
Znalazłam sobie wytłumaczenie i było mi już całkiem wesoło.
W moim ogrodzie panują bardzo surowe zasady ale przecież jest coś za coś. Wymagam wytrwałości, to sama musze też pójść na kompromis i moknąć w deszczu.
Z zasady i praktyki nie podlewam kwiatków a te świeżo posadzone wypadało by podlać jak by nie było…to przecież ten deszcz załatwił tę sprawę za mnie…podlał mi kwiatki, to może się przyjmą.
To niech pada sobie i prostuje korzonki moim kwiatkom, moim uśmiechom całego lata.
Czasem mam wrażenie, że ten deszcz pada właśnie wtedy, kiedy jest mi potrzebny, w końcu w południe świeciło słońce, mogłam sobie spokojnie grzebać w ziemi.
WITAJ PANNO WIOSNO W MOIM OGRODZIE :)
Komentarze (0)
Kategoria
Ogólne
